snippet from untitled writing
untitled writing
Całodobowe supermarkety po zmroku mają swój niepowtarzalny klimat. To chyba superpozycja narkoleptycznie piętrzących się rzeczy na półkach i ludzkiej nieobecności przyczynia się do takiego ich odbioru. Okazjonalni klienci to dziwne majaki ludzi. Czterdziestoletni mężczyźni kupujący prezerwatywy oglądają się za mną tylko przez wzgląd na czerwoną szminkę i stukot szpilek. W tym momencie nienawidzę tego dźwięku, choć w dzień jego brzmienie dodaje pewności.
Kłótnie pracowników, którzy wyłonili się na noc spośród dziennych tłumów. Jak praca w sklepie może stać się jednym z priorytetów ludzi, jak pragną piąć się po czyichś żebrach jak po sklepowych półkach. Marni ludzie mają marne problemy.
- Gdybym miał kochankę, kochałabyś bardziej siebie, czy mnie?
- Wybrałabym siebie, żeby móc być sobie zawsze wzajemnie wierną.
Ciemna pusta uliczka, na której nic nie ma, a i tak znajdzie się czarne BMW, wcześniej parking, samochód-dwa, mężczyźni w środku, otwarta szyba, na zewnątrz łokieć. Stukot szpilek. Gwizdy.
Jest tak cicho o tej porze, że słyszę własny oddech. Krew, zanim zaschnie, przyjemnie spływa po udach. Jestem przewrażliwiona, ale intuicja zawodzi rzadziej od rozumu.

3

Is the story over... or just beginning?

you may politely request that the author write another page by clicking the button below...


This author has released some other pages from untitled writing:

1   2   3  


Some friendly and constructive comments